Dzień przedsiębiorczości

DZIEŃ PRZEDSIĘBIORCZOŚCI edycja 2016r.

W roku 2016 Nasi uczniowie brali udział w Dniu przedsiębiorczości odwiedzając następujące firmy i instytucje:
  • Miejski Ogród Zoologiczny Wybrzeże – Gdańsk
  • Blok Operacyjny Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego – Gdańsk
  • Poradnia Psychologiczno – Pedagogiczna – Człuchów
  • Zakład Patomorfologii Szpitala Specjalistycznego – Chojnice
  • Katedra i Zakład Medycyny Sądowej GUM – Gdańsk
  • Rekord Pomorze Sp. z o.o. – Szczecin
  • Hodowla Psów Rasowych LWIA ARKA – Łąg
  • Powiatowa Stacja Sanitarno – Epidemiologiczna – Człuchów
  • Ferrum Style – Warszawa
  • Młodzieżowy Ośrodek Socjoterapii – Wierzchowo Dworzec
  • POLSIN OVERSEAS SHIPPING LTD – Gdynia
  • Krytyka Polityczna – Warszawa
  • Poczta Polska – Człuchów
  • NZOZ PROVITA Sp. z o.o. – Więcbork
  • P.P.U INTERMET Sp. z o.o. – Człuchów
  • Polskie Radio „Trójka” – Warszawa
  • Prokuratura Rejonowa – Człuchów
  • Stefan Olszak Studio Piętro – Człuchów
  • Isonet – Chojnice
  • Telewizja Polska S.A. – Warszawa
  • „Embryo” Nagrania – Łódź
  • Zakład Produkcyjny Drewchem Plast –Stare Gronowo
  • Złotnictwo „Arkuszyński” – Człuchów
  • Hotel Aubrecht SPA – Koprzywnica
  • Gmina Miasta Puck – Puck
  • Miejski Dom Kultury – Człuchów
  • Politechnika Gdańska Wydział Chemii – Gdańsk
  • P.P.H.U. Barbara 1 – Człuchów
  • Urząd Miasta Chojnice – Chojnice
  • Browar Amber – Kolbudy
  • GR8 Interior Design – Warszawa
  • NOVO-MED sp.z o.o. – Czarne
  • Nadleśnictwo Niedźwiady – Przechlewo
  • Powiatowy Urząd Pracy – Człuchów
  • Przedszkole Muzyczne „Piano” – Człuchów
  • Aeroklub Słupski – Słupsk
  • Centralny Ośrodek Informatyki – Warszawa
  • Klinika weterynaryjna „Centrum” – Bydgoszcz
  • Hodowla Psów Rasowych Maltańczyki i Yorki – Reda
  • Kawasaki Canpol - Sieroczyn
  • ZAKŁAD PRODUKCJI MATERIAŁÓW BUDOWLANYCH - Chojnice
  • Usługowy Zakład Sanitarny Grzegorz Bryza - Człuchów
  • Wyższa Szkoła Administracji i Biznesu im. E.Kwiatkowskiego – Gdynia
  • „ Świat Rękodzieła” Wojciech Romaniec - Debrzno

  • Fotoreportaże:

  • Kasia Kita
  • Ola Jackowska
  • Patrycja Koźlinka
  • Fragment audycji radiowej w PR Trójka

  • Galeria



    Wspomnienia uczniów:

    Jakub Kita

    20 kwietnia 2016 r. uczestniczyłem w Dniu Przedsiębiorczości, który spędziłem w firmie isoNET w Chojnicach. Do firmy dotarłem o godzinie 9 rano. W firmie znajdowały się 3 osoby. Pierwszą z nich był pan Wojtek, który zajmował się ogólnym projektowaniem stron i był szefem firmy. Pozostali dwa to byli programiści, jeden zajmował się front-endem, a drugi back-endem. Na początku przeprowadziłem z nimi ciekawą rozmowę na temat tego, czego warto się uczyć i w jakie technologie informatyczne się zagłębiać. Później pomagałem panu Wojtkowi zaprojektować stronę. Pokazał mi, że po stworzeniu strony trzeba też ją żmudnie testować. Tym samym zdobyłem wiedzę teoretyczną jak i praktyczną. Na koniec pan Wojtek przeprowadził ze mną rozmowę o tym, czy podobało mi się w ich firmie i czy chciałbym pracować w takim miejscu. Dzień Przedsiębiorczości zakończyłem o godzinie 17.


    Jakub Bartczak

    Swój Dzień Przedsiębiorczości spędziłem w bardzo znanej w naszym regionie i na arenie międzynarodowej firmie Intermet. Jest to firma zajmująca się głównie produkcją drutu ostrzowego, lecz w swoim asortymencie ma wiele nowych, innowacyjnych produktów, takich jak kable wysokiej częstotliwości (pomagające wojsku np. w obserwacji granic) czy ekologiczne domki wykonane z WPC (Wood Polymer Composite) przeznaczone dla np. uchodźców w innych krajach. Cała firma zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Jednego dnia miałem okazję zobaczyć rzeczy, o których tak naprawdę nie myślałem nigdy w swoim życiu. Przyjęcie w firmie było bardzo miłe, moi konsultanci byli bardzo rozmowni. Dali mi obraz pracy zarówno w biurze jak i na linii produkcyjnej. Podczas pracy w biurze na stanowisku handlu zagranicznego korespondowaliśmy z kupcami z innych krajów. Pokazano mi różne projekty, koncepcje nowych produktów. Dowiedziałem się, że Intermet za każdym razem kiedy napisze projekt o dofinansowanie z Unii Europejskiej, otrzymuje je. Pracując na liniach produkcyjnych nadzorowałem pracę i wykonanie produktów. Zdziwiło mnie również to, że w firmie większość rzeczy jest zautomatyzowana. Podczas jednego dnia pracy spotkałem około 30 różnych pracowników, co na taki zakład nie jest wcale małą liczbą. Powracając z linii produkcyjnej do biura przeszliśmy do spraw, które mnie najbardziej interesowały w tej firmie- produktów i wsparcia wykonywanego dla wojska. Firma otrzymała swój własny Natowski Kod Podmiotu Gospodarki Narodowej, co jest ogromnym sukcesem. Liczba uzyskanych certyfikatów i nagród również świadczy o dokładności i staranności wykonywanej pracy. Swój dzień uważam za bardzo udany. Byłem zdziwiony pomysłowością projektantów, otwartością do ludzi. Na sam koniec pokazano mi „wisienkę na torcie” firmy, jeep’a Willys’a z II Wojny Światowej, który- jak na swoje lata- jest świetnie zachowanym eksponatem.


    Mateusz Spieszny

    20. kwietnia w ramach Dnia Przedsiębiorczości odwiedziłem Zakład Patomorfologii w Szpitalu Specjalistycznym w Chojnicach. Podczas spędzonych tam kilku godzin zobaczyłem między innymi, jak pobiera się próbki z tkanek zmienionych patologicznie oraz wykonuje się preparaty do analizy mikroskopowej. Nauczyłem się również, jak rozpoznawać niektóre zmiany w tkankach. Wszystko to odbywało się pod okiem niezwykle życzliwych osób, którym jestem za to wdzięczny.


    Patrycja Pikulik

    Mój pierwszy Dzień Przedsiębiorczości spędziłam razem z koleżanką Aliną Szpinalską na Bloku Operacyjnym Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Gdańsku. Wybrałam to miejsce, ponieważ moim marzeniem jest ukończenie studiów medycznych i zostanie chirurgiem. Korzystając z tego dnia chciałam sprawdzić, czy aby na pewno jest to praca dla mnie.

    Już dzień wcześniej otrzymałyśmy kilka niezbyt dobrych informacji. Gdy chciałyśmy upewnić się, że wszystko jest ustalone, okazało się, że Pan Ryszard- osoba, z którą wszystko załatwiałyśmy, już tam nie pracuje, a pani, która zajęła jego miejsce, nic nie wie o naszym przyjeździe. Jednak stwierdziła ona, że wszystkim się zajmie i możemy przyjeżdżać.

    Na miejscu jednak znów pojawiły się problemy. Maszyna wydająca kitle dla całego oddziału uległa awarii. Ubrań brakowało nawet dla lekarzy, pielęgniarek i studentów. Na swoje więc musiałyśmy poczekać, a bez nich nie mogłyśmy wejść na blok. Niestety awaria potrwała 1,5h.

    Niespodzianek nie było końca. Mimo tego, że mogłyśmy przejść się po korytarzach bloku operacyjnego, główna pielęgniarka nie miała czasu na oprowadzenie nas i nie wiedziała o naszym przyjeździe. Nie spędziłyśmy więc tego dnia na stanowisku pielęgniarek.

    Zamiast głównej pielęgniarki zajęła się nami pani dokumentująca wszystko, co dzieje się na bloku, można powiedzieć, że była to sekretarka bloku operacyjnego. Mimo tego, że brzmi to mało ambitnie, wydaje mi się, że jest to jedna z trudniejszych prac na tym oddziale. Trzeba mieć umiejętność robienia kilku rzeczy na raz opanowaną do perfekcji. Zapisywanie każdego wchodzącego i wychodzącego pacjenta na oddział, podawanie numeru sal,i na której ma się znajdować, sprawdzanie, czy ma uzupełnioną kartę pacjenta, odbieranie innych dodatkowych telefonów oraz odpowiadanie na nasze pytania... - a wszystko to zaledwie w czasie przenoszenia pacjenta ze zwykłego łóżka na łóżko operacyjne. Pani ta na co dzień jest instrumentariuszką ( jako sekretarka pracowała tylko w zastępstwie), więc mogła nam opowiedzieć trochę o tym, jak wygląda operacja. Szkoda tylko, że nie mogłyśmy zobaczyć tego na żywo (jedynie podejrzeć chodząc po korytarzach bloku).

    Mimo tego, że nie wszystko wyglądało tak jak powinno, nie mogę uznać tego dnia za całkowicie nieudany. Mogłam zobaczyć pracę lekarzy-chirurgów, chociaż trochę bardziej z boku niż oczekiwałam. Moje marzenia co do przyszłości nie zmieniły się, a nawet utwierdziłam się w nich. Ten dzień pokazał mi, że nie zawsze wszystko idzie po mojej myśli, a przez to w następnym roku będę miała więcej zapału, by postarać się o obejrzenie operacji z bliska.


    Norbert Manenok

    Swój Dzień Przedsiębiorczości spędziłem w bardzo ciekawym i interesującym miejscu, jakim była firma spedycyjna POLSIN OVERSEAS SHIPPING.
    Firma ma swoją siedzibę w Sopocie, gdzie zostałem bardzo mile przyjęty. Pan Tomasz, który jest koordynatorem całego działu spedycyjnego, osobiście oprowadzał mnie po budynku, który zrobił na mnie duże wrażenie, gdyż jest dość nowoczesny- ma on 6 pięter (ostatnie z widokiem na morze i sopockie molo) i ogromną ilość korytarzy (ich krętość powoduje zawroty głowy!). Tu właśnie przekonałem się, co oznacza codzienna bieganina po budynku firmy. Przez pierwsze dwie godziny pomagałem koordynatorowi między innymi przy wypisywaniu konosamentów-czyli dość ważnych papierów opisujących każdy statek przywożący jakiś materiał do portu gdyńskiego, z którego mają być zdjęte kontenery z materiałami drobnicowymi. To dość zabawne, ponieważ przy wypisywaniu konosamentów należy szczególną uwagę zwrócić na literki, z których każda oznacza zupełnie co innego. Około godziny dwunastej wyjechałem z panem Tomaszem do Gdyni na tak zwane załatwianie spraw firmowych. No i tutaj nachodziliśmy się (co skutkowało brakiem czasu na wykonanie odpowiedniej ilości zdjęć), ponieważ najpierw załatwialiśmy sprawy na dworcu PKP w Gdyni (przy okazji zdjęcie przy Pendolino :) ), następnie mieliśmy wizytę w urzędzie celnym , w wieżowcu SEA TOWERS, no i porcie morskim, z którym ta firma współpracuje na co dzień, gdyż ma tam ma swój własny plac załadunkowy i rozładunkowy oraz własne hale do przechowywania tak zwanych materiałów drobnicowych (którymi są miedzy innymi wodorotlenek wapnia, soda, sól, itp.).
    Muszę przyznać, że dopiero wtedy się przekonałem, jak wielki jest ten port. Z opowieści mojego opiekuna dowiedziałem się, że zajmuje on prawie 2/4 powierzchni całego miasta Gdynia. Portowe dźwigi ,kontenery ułożone jeden na drugim to typowy krajobraz portu morskiego w Gdyni.
    Cóż, muszę przyznać, że dzień spędzony w tym miejscu był niesamowity. Jednak to nie jest to, co chciałbym robić w życiu. Pojechałem tam właśnie dlatego, by zobaczyć, jak taki dzień w firmie spedycyjnej wygląda ,,od kuchni", jednak przyznaję, że warto było tam pojechać.


    Katarzyna Kita

    20 kwietnia 2016 r. uczestniczyłam w Dniu Przedsiębiorczości, który spędziłam u prokuratora rejonowego w Człuchowie. O 9.00 byłam już w gabinecie mojego konsultanta i odbyłam z nim długą rozmowę na temat wymagań i obowiązków na stanowisku prokuratora, potrzebnego wykształcenia oraz samej pracy, jej atutów, ale też i wad. Pan Kurowski opowiedział mi również swoją drogę zawodową oraz o kilku ciekawostkach, związanych z jego pracą. Następnie zostałam wysłana na salę sądową, gdzie miałam okazję porozmawiać z sędzią Czesławem Szymanówką oraz z dwiema aplikantkami na adwokatki, które- co ciekawe- są absolwentkami naszej szkoły. Potem mogłam asystować podczas wydawania wyroku łącznego, podczas którego był obecny inny prokurator - Robert Wysocki. Niestety, zażyłam w większej mierze wiedzy teoretycznej niż praktycznej, ponieważ akurat tego dnia nie było ani żadnej wokandy, ani potrzeby pojechania na miejsce popełnienia jakiegoś przestępstwa. Liczę na to, że kiedyś jeszcze będę miała okazję to nadrobić, kto wie, może i w roli samego prokuratora.


    Marcin Sylka

    Razem z Jakubem Majochem przyjechaliśmy pociągiem o godzinie 9.25 na Dworzec Główny w Szczecinie, z niego o godzinie 9.30 odebrał nas nasz opiekun z Firmy Rekord SI .
    Na wstępie zostaliśmy bardzo ciepło przywitani, a nasz opiekun zaproponował, byśmy mówili do siebie na "ty".
    Po przejechaniu krótkiego odcinka do firmy, podczas którego poznaliśmy się nawzajem z naszym opiekunem, ten opowiedział nam o swojej pracy oraz o tym, jak mniej więcej działa firma. Następnie pokazał nam prezentację, poznaliśmy metody wdrażania oprogramowań do firm, częste chwyty, które prezesi firm kupujących oprogramowania wykorzystują. Około godziny 11.00 razem z naszym opiekunem mieliśmy chwilową przerwę na herbatę. Potem jeszcze chwilę porozmawialiśmy o jego pracy, dowiedzieliśmy się, że jego praca handlowca nie ma ustalonych godzin. Potem jeszcze chwilę spędziliśmy z Czarkiem- kolegą naszego opiekuna, który pokazał nam systemy oraz bazy danych, które- wbrew pozorom- nie są małe (jeden opis budowy kontenera składał się z prawie 2500 generowanych stron!!!!).
    Na końcu nasz opiekun zaprosił nas na obiad w pobliskiej kantynie, jedzenie było bardzo smaczne. Potem na chwilę wróciliśmy do firmy, pożegnaliśmy naszego opiekuna, wręczając mu podziękowanie oraz drobny upominek. Mimo że minął już od tego dnia kawałek czasu, to nadal jestem bardzo miło zaskoczony tym dniem.


    Adam Majdziński

    Mój Dzień Przedsiębiorczości spędziłem w zakładzie produkcyjnym "Drewchem plast " w Starym Gronowie. Właściciel firmy oprowadził mnie po całym zakładzie, wytłumaczył działanie maszyn i pokazał, co produkują. Następnie zabrałem się za składanie teczek z części wyprodukowanych przez maszyny. Po około godzinie zostałem pomocnikiem przy montowaniu paneli słonecznych na dachu zakładu. Moja pomoc ograniczała się do przynoszenia potrzebnych części, ale w międzyczasie dowiedziałem się prawie wszystkiego o działaniu elektrowni słonecznej. Gdy praca została wykonana, musiałem pomóc przy pakowaniu izolacji do rur, bo pan, który to robił, musiał zająć się naprawą maszyny . Dzień Przedsiębiorczości uważam za udany.


    Patrycja Koźlinka

    DZIENNIKARZ – TVP 2 – Pytanie na Śniadanie –23.04.2016r. – 7:30-11:00

    Mój Dzień Przedsiębiorczości z uwagi na obecność wielu sławnych gości został przełożony na 23.04.2016r.

    Już samo wejście do gmachu TVP przy ul. Woronicza 17 w Warszawie, do tego jedenastokondygnacyjnego obiektu zrobiło na mnie wielkie wrażenie. Na początku musiałam wylegitymować się u ochrony, po czym udałam się do bloku programu "Pytanie na Śniadanie". Czekała tam już na mnie jedna z moich konsultantek, dziennikarka i drugi wydawca sobotniego programu- p. Patrycja Nawrot, która wskazała mi moją garderobę- pomieszczenie dla gości programu.

    Z uwagi na to, że program rozpoczynał się dopiero za pół godziny, miałam możliwość zapoznania się z planem, produkcją i reżyserami.

    Jeszcze przed rozpoczęciem programu dotarła (mimo dnia wolnego od pracy) moja główna konsultantka, dziennikarka i drugi wydawca sobotniego programu- p. Marta Łaźniowska.

    Program nagrywany jest w czterech studiach i rozpoczyna się w oszklonym tunelu, następnie prowadzący przechodzą do głównego studia.

    Sobotni program "Pytania na Śniadanie" prowadzony jest przez Marzenę Rogalską i Tomasza Kammela.

    Goście występujący w PnŚ są najpierw kierowani do garderoby, po czym do charakteryzacji . Z każdą minutą można było odczuć wielki stres towarzyszący osobom- począwszy od charakteryzacji, poprzez produkcję, wydawcę, aż do gości występujących. W ciągu tego niesamowitego dnia miałam możliwość spotkania wielu niezwykłych ludzi, zarówno sławnych osób, jak i tych mniej rozpoznawalnych. Poznałam osobiście i rozmawiałam z Dariuszem Wieteską, Sylwią i Akopem Szostak, Maćkiem Musiałem, Andrzejem Młynarczykiem, Basią Kurdej-Szatan, Pawłem Domagałą oraz jego zespołem (Łukaszem Borowieckim i Krzysztofem Kawałko), Mariną, Anną Dereszowską, Patrykiem Vega (reżyserem „Pitbulla”, „Służb specjalnych”) i Jarosławem Pieczonką (polskim super szpiegiem, byłym agentem kontrwywiadu wojskowego).

    Moja konsultantka oprócz pokazania całych kulis nagrania programu również przekazała mi wiele ważnych i ciekawych wiadomości na temat stanowiska dziennikarza, które w tym dniu wykonywałam. Z tych informacji najbardziej zaskoczył i oczywiście zaciekawił mnie kurs Akademii Telewizyjnej na kartę ekranową, która jest obowiązującym w TVP S.A. potwierdzeniem uprawnień i kwalifikacji antenowych. Jako dziennikarz zajmowałam się witaniem gości, krótką rozmową, wprowadzaniem ich do studia nagraniowego, ale również proponowaniem kawy lub herbaty dla odstresowania się przed występem.

    Z powodu nieporozumienia i obowiązującego już w programie scenariusza nie mogłam wystąpić w roli gościa.

    Zmartwiło mnie to bardzo, jednak zostało mi to o tysiąckroć wynagrodzone przez Pawła Domagałę z zespołem, który zagrał specjalnie dla mnie swój nowy singiel pt. „Jestem tego wart” promujący album, który ukaże się we wrześniu br. To wywarło na mnie ogromne wrażenie i wzruszenie.

    Praca dziennikarza jest obarczona wielkim stresem, co wcale nie jest dziwne przy realizacji programu na żywo.

    Dzisiaj wiem, że nie należy ona do łatwych, ale jest bardzo fascynująca.

    Długo bym mogła jeszcze opowiadać, ale trudno opisać towarzyszące temu emocje, trzeba to samemu zobaczyć i przeżyć.


    Alina Szpinalska

    Mój pierwszy Dzień Przedsiębiorczości spędziłam razem z koleżanką Patrycją Pikulik na Bloku Operacyjnym Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Gdańsku. Wybrałam to miejsce, ponieważ zamierzam ukończyć studia medyczne i w przyszłości zostać chirurgiem. Dlatego skorzystałam z możliwości zobaczenia, czy w ogóle nadawałbym się do tej pracy.

    Dzień przed samym wyjazdem otrzymałyśmy parę niemiłych wiadomości – sekretarz, z którym wszystko załatwiałyśmy, został zwolniony, a pani, która zajęła jego miejsce, nie miała w ogóle zielonego pojęcia o naszym przyjeździe. Jednak stwierdziła, że nadal możemy przyjechać, a ona wszystko załatwi.

    Już od wejścia były problemy- na początku czekałyśmy pół godziny, aby w ogóle ktokolwiek nas wpuścił do sekretariatu, następnie otrzymałyśmy informację, że maszyna wydająca kitle miała awarię, przez co nawet lekarze nie mieli w czym operować. Dlatego musiałyśmy poczekać kolejne półtorej godziny.

    Jak już weszłyśmy na blok w naszych nowych ubrankach, większość czasu spędziłyśmy chodząc w jedną i drugą stronę po korytarzu, ponieważ głównodowodząca pielęgniarka nie miała dla nas czasu, a my nie miałyśmy prawa nigdzie wchodzić.

    Jedyną osobą, która się nami zajęła była kobieta przyjmująca ludzi na oddział. Jednak z pewnością mogę stwierdzić, że to naprawdę ciężka praca. Pani instrumentariuszka, która była przy panelu jedynie w zastępstwie, była po prostu człowiekiem orkiestrą. Nie dość, że jedną ręką odbierała telefon, drugą podawał komuś kitel i instruowała pięciu lekarzy, gdzie, kiedy i jaki zabieg mają wykonać, to miała jeszcze czas na to, by odpowiadać na nasze nawet najgłupsze pytania. Musiała wiedzieć, kto jest na jakiej sali, kto z jakiej wyjeżdża, kogo musi tam wysłać, do jakiej sali wysłać pielęgniarki sprzątające...

    Jedyne, do czego miałyśmy wgląd, to cały „rytuał” przenoszenia pacjenta z łóżka oddziałowego na łóżko operacyjne. Każda sala była przypisana innej kategorii zabiegów. Tu neurochirurgia, tam trzewioczaszka, jeszcze gdzie indziej zaćma, itd.

    Nie mogę całkowicie powiedzieć, że ten dzień był nieudany – fakt, nie wyglądał tak, jak go sobie wyobrażałyśmy – jednak moje postanowienia co do przyszłości bynajmniej się nie zmieniły.


    Hanna Fiń, Paulina Hoppe

    Dzień Przedsiębiorczości 2016 spędziłyśmy w Programie 3 Polskiego Radia. Do siedziby radiowej Trójki dotarłyśmy krótko po godzinie 10.00. Gdy tylko weszłyśmy do budynku, przy samym wejściu czekał już na nas nasz opiekun - Paweł Sołtys, który najpierw oprowadził nas po budynku, a następnie odbył z nami krótką rozmowę, podczas której uzgodniliśmy dokładny plan naszej wizyty i zostałyśmy niezwykle zaskoczone ofertą wystąpienia w audycji radiowej, z której - oczywiście - skorzystałyśmy. Podczas pobytu w firmie miałyśmy okazję sprawdzić się w roli dziennikarek - naszymi zadaniami było przeprowadzenie sondy ulicznej oraz napisanie felietonu do serwisu informacyjnego. Przy okazji zwiedziłyśmy również - dzięki uprzejmości naszego opiekuna - stolicę. Miałyśmy też okazję poznać wiele znanych osób, takich jak Piotr Baron czy Artur Andrus.
    Jesteśmy bardzo zadowolone z naszej wizyty w Trójce. Nasz dzień był pełen wrażeń i niesamowitych przeżyć. Możliwość goszczenia w takiej firmie, w gronie tak wielu uznanych i wspaniałych ludzi była dla nas ogromnym zaszczytem.


    Zofia Lenkiewicz

    Kiedy dotarłam do domu Państwa Dulewiczów, w którym znajduje się ich wytwórnia Embryo Nagrania, przyjęto mnie z uśmiechem i zaproponowało herbatę. Przy filiżance herbaty Państwo Dulewicz opowiadali mi o wytwórni. Opisywali, na czym polega ta praca, z jakimi przeciwnościami trzeba się mierzyć, jak „wyłapywać” zdolnych artystów, których twórczość będzie się dobrze sprzedawać itd. Po wstępnej pogawędce zaproszono mnie na piętro, gdzie znajdowało się studio. Wywarło ono na mnie ogromne wrażenie, gdyż nigdy wcześniej nie byłam w takim miejscu. Pan Marek Dulewicz pokazał mi wtedy, jak miksuje piosenki oraz jak robi bity. Byłam zaskoczona, że mając pod sobą tak wielu artystów, on sam zajmuje się tym wszystkim, przy czym bierze też zlecenia od klientów spoza swojej działalności. Jak się dowiedziałam, zrobienie bitu czy zmiksowanie "kawałka" to nie lada wyzwanie. Trzeba poświęcić temu mnóstwo czasu, cierpliwości, precyzji i przede wszystkim serca, nie zapominając oczywiście o tym, że trzeba mieć słuch muzyczny.
    Byłam bardzo szczęśliwa, gdy Pan Dulewicz pokazał mi nowe, przedpremierowe piosenki moich ulubionych raperów, które co prawda nie są jeszcze skończone (bo cały czas nad nimi pracuje odnośnie miksu), ale i tak już świetnie brzmią. Zobaczyłam wtedy jak wyglądają ścieżki dźwiękowe danego kawałka. Każdy wers, każde dopowiedzenie, każda dynamika, barwa, rodzaj dźwięku, forma - sposób, w jaki zostało zbudowane dzieło muzyczne to oddzielna ścieżka. Takich ścieżek w jednym kawałku są dziesiątki, a każdą oddzielnie trzeba precyzyjnie uformować. Oprócz tego mogłam doświadczyć, jak przebiega nagrywanie wokali, co też nie jest wcale takie łatwe, jak mi się wydawało. Dowiedziałam się, że często przy nagrywaniu wokali do jednej piosenki, trzeba poświęcić nawet kilka godzin. To jest bardzo ciężkie zadanie. Po kilku godzinach doświadczeń, jakie czekały na mnie w wytwórni, wybraliśmy się na obiad. Wcześniej jednak dałam Państwu Dulewicz skromny upominek w podziękowaniu za przyjęcie mnie w ramach projektu. Natomiast ja dostałam winyl „Dwa Sławy – Ludzie Sztosy” i płytę „Bakflip - 12 nędznych ludzi”, co mnie bardzo uszczęśliwiło.

    Dzień Przedsiębiorczości w tej wytwórni zostanie w mojej pamięci na zawsze. Dużo się dowiedziałam i nauczyłam. Myślę, że ta praca- chociaż bardzo ciężka i trudna- jest wspaniała dla ludzi, którzy kochają muzykę, gdyż można robić na co dzień to, co się kocha.


    Jakub Majoch

    Mój Dzień Przedsiębiorczości spędziłem wraz z moim kolegą Marcinem w firmie Rekord SI w Szczecinie. Nasz opiekun, Pan Robert odebrał nas z dworca i od razu zaproponował, żebyśmy mówili sobie na "ty". Nasz opiekun zajmował się nami cały dzień. Najpierw zaprezentował nam działanie i proces wdrożenia systemów ERP, czyli systemów do zarządzania przedsiębiorstwem, a potem, po krótkiej przerwie na herbatę, opowiadał nam o pracy handlowca i ogólnych zasadach dotyczących sprzedaży oraz negocjacji z klientem. Następnie spędziliśmy trochę czasu z jednym z programistów w firmie, który pokazał nam działanie systemów ERP od strony technicznej. Na końcu nasz opiekun zaprosił nas na obiad w pobliskiej kantynie. Jedzenie było przepyszne :)

    Po obiedzie jeszcze na chwilę wróciliśmy do biura, gdzie pożegnaliśmy się. Dostaliśmy na pożegnanie bardzo fajne upominki :>

    Podsumowując, uważam, że dzień był bardzo udany, zostaliśmy bardzo miło przyjęci, a pan Robert jest świetnym gościem :>


    Karolina Baryłka

    Tegoroczny Dzień Przedsiębiorczości spędziłam w Aeroklubie Słupskim. Zaczęło się może niewinnie, bo od obejrzenia i pomocy w sprzątaniu klubowego hostelu. Potem przeszliśmy jednak do zdecydowanie ciekawszej części. Zostałam oprowadzona po hangarze pełnym samolotów, miałam szansę zasypać gradem pytań wieloletniego instruktora latania i poznałam wiele technicznych (i nie tylko) ciekawostek. Najlepsze było jeszcze jednak przede mną. Kiedy już zaspokoiłam swoją ciekawość, przyszedł czas, żeby spróbować teorii w praktyce. Wraz z pilotem wsiedliśmy do ultralekkiego samolotu, zapięliśmy pasy, założyliśmy słuchawki (jak na filmach ;) ) i wzbiliśmy się w powietrze. Wrażenia były niesamowite! Ten lot i Dzień Przedsiębiorczości pozostaną w mojej pamięci na długo :)


    Natalia Walczak

    Dzień Przedsiębiorczości miałam spędzić w cukierni Angelika w Debrznie, lecz zostałam "wystawiona" przez firmę i w ostatniej chwili podjęłam decyzję, że spędzę go w Miejskim Ośrodku Socjoterapii w Wierzchowie na stanowisku psychologa. Moje wrażenia z tego dnia są bardzo pozytywne. Zostałam mile przyjęta przez pracowników oraz oprowadzona przez cały ośrodek. Miałam okazję uczestniczyć w dwóch socjoterapiach oraz doświadczyć tego, jak ciężko pracuje się z trudną młodzieżą. Dowiedziałam się o wszystkich regułach i zasadach panujących w ośrodku oraz poznałam system tamtejszej pracy. Pomimo różnych komplikacji jestem zadowolona z decyzji spędzenia Dnia Przedsiębiorczości w tym miejscu.


    Damian Krawczyk

    Dnia 20 kwietnia bieżącego roku byłem na Dniu Przedsiębiorczości w redakcji i wydawnictwie ,,Krytyki Politycznej’’ w Warszawie. Swój pobyt wspominam niezmiernie miło. Spotkałem wiele bardzo ciekawych osób, które do tamtej pory znałem tylko z telewizji i publikowanych przez redakcję artykułów. Dzięki mojemu pobytowi miałem przyjemność zasmakować ich erudycji na żywo i zobaczyć, jakimi wspaniałymi są ludźmi, również na co dzień – poznałem między innymi Sławka Sierakowskiego, z którym odbyłem bardzo ciekawą rozmowę.

    Z Warszawy wracałem nie tylko z masą bardzo interesujących doświadczeń… Trzeba jeszcze doliczyć do tego około dwudziestu książek, które otrzymałem w redakcji jako prezent, w sumie bardzo drogi. Przyznam, że mój powrót był dosyć ciężkim przeżyciem, bo noszenie dobrych, ale jednak opasłych tomów nie należy do najprzyjemniejszych zajęć. Poza tym jadąc do domu miałem wrażenie, że inni ludzie patrzą się na mnie tak, jakbym obrabował małą księgarnię – przyznam, że z dwiema torbami książek mogłem wyglądać nieco komicznie. Jednak czego nie robi się dla wiedzy? Podsumowując – warto jeździć na Dzień Przedsiębiorczości.


    Justyna Kasak

    Mój dzień przedsiębiorczości wspominam bardzo dobrze :D. Byłam w zakładzie złotniczym ,Krzysztof Arkuszyński'. Było bardzo dużo atrakcji, czas mi upłynął bardzo szybko. Widziałam od podstaw, jak się robi pierścionki , obrączki i przeróbki ( np. przetapianie na inną biżuterię).Wszystkie maszyny widziałam pierwszy raz na oczy. Nauczyłam się (z małą pomocą) robić obrączkę. Zrobiłam również bransoletkę. Widziałam również, jak się poleruje biżuterię :D Bardzo miła atmosfera i bardzo mili ludzie.


    Kinga Suchacka

    W Dzień Przedsiębiorczości wraz z koleżanką Alą Hryszkiewicz byłam w ZOO w Gdańsku Oliwie. Nasz dzień pracy zaczął się o godzinie 9 rano. Naszym pierwszym zadaniem było poznanie topografii terenu. W ciągu 2 godzin obeszłyśmy całe ZOO przyglądając się dokładnie wszystkim zwierzętom i dodatkowo zdobywając informacje z tablic informacyjnych, które zresztą później myłyśmy. To właśnie było nasze pierwsze zadnie, musiałyśmy przejść ponownie całe zoo i umyć wszystkie tablice informacyjne. Kolejną pracą, którą nam zlecono, było sprzątanie, grabienie i opieka nad zwierzętami w mini zoo. Na miłe zakończenie dnia pracy odbyłyśmy rozmowę z pracownikiem zoo, który opowiedział nam historię tego ogrodu oraz ciekawostki dotyczące zwierząt. Dostałyśmy kilka książek, zakładki do książek, plakietki i inne gadżety. Nasz dzień uważam za udany, jednak nie jestem w pełni zadowolona, ponieważ przez pomyłkę jednego z pracowników nie doświadczyłyśmy zabawy z żyrafami. Mimo wszystko bardzo mi się podobało, pracownicy zoo byli dla nas mili i pomocni. Wszyscy traktowali nas życzliwie i zostałyśmy ciepło przyjęte. Dowiedziałam się wielu ciekawych rzeczy.


    Alicja Hryszkiewicz

    Dzień Przedsiębiorczości spędziłam z koleżanką Kingą Suchacką w ZOO w Gdańsku Oliwie. Dzień uważam za udany, jednak niestety miałam wrażenie, że pracownicy ZOO chcieli się nami wyręczać i dali nam najgorsze z możliwych zajęć. Przez błąd pana Dyrektora przyjechałyśmy na złą godzinę, przez co nie uczestniczyłyśmy w karmieniu żyraf. Pracownicy zoo byli dla nas mili i pomocni. Dostałyśmy kilka pamiątek z zoo, takich jak zakładki do książek czy książka z informacjami na temat zoo. Przez prawie 2h chodziłyśmy zapoznając się z topografią terenu i ze zwierzętami. To zadanie podobało mi się najbardziej. Na koniec dnia odbyłyśmy wykład z jednym z pracowników na temat pracy w zoo, informacji o zoo i zwierzętach w nim mieszkających. To było bardzo ciekawe doświadczenie i zdecydowanie nie żałuję, że wybrałam to miejsce.


    Nicol Wieczorek i Dawid Kordykiewicz

    Na Dzień Przedsiębiorczości pojechaliśmy do Zakładu Medycyny Sądowej w Gdańsku. Wstaliśmy o 4.00 rano i wyruszyliśmy pociągiem z Chojnic, aby zdążyć na 8.00 rano do Gdańska. Zostaliśmy bardzo życzliwie przywitani, o czym świadczyć może choćby sam fakt osobistego odbioru nas z dworca głównego przez przedstawicieli zakładu. Specjalnie dla nas przygotowano szereg zajęć, które miały nam zobrazować pracę, z jaką styka się na co dzień biegły medycyny sądowej. Zaczęliśmy od bardzo ciekawego wykładu z docentem Katedry na temat ogólnego funkcjonowania medycyny sądowej. Następnie mieliśmy możliwość zapoznania się z pracą antropologa, a także zobaczenia jego pracowani. Po krótkiej przerwie naszym kolejnym wykładowcą stał się toksykolog, który opowiedział nam wiele ciekawych rzeczy na temat trucizn i ich wykrywaniu w ciele człowieka. Ostatnim etapem było spotkanie z genetykiem molekularnym i zwiedzenie laboratoriów w całym zakładzie. Niestety, ominęła nas możliwość zobaczenia sekcji zwłok ze względu na duży rozkład denata. Musieliśmy zadowolić się oglądaniem pustej sali prosektorium, a także ukradkowym zerkaniem z korytarza na wykonywaną obok autopsję. Jednakże na otarcie łez zaproponowano nam możliwość przyjechania w innym terminie na prezentacyjną sekcję zwłok ze studentami medycyny. Był to dla nas bardzo udany dzień, podczas którego wiele się nauczyliśmy. Praca w takim miejscu nie należy do najłatwiejszych, a z pewnością wymaga dużo wiedzy i zaangażowania ze strony pracownika. Gorąco polecamy to miejsce wszystkim, którzy pragną związać swoje życie z medycyną, aby zobaczyli przedsmak tego, co ich czeka na studiach i w życiu zawodowym.


    Kaja Kurowska

    Dnia 20.04.2016 jak w Polsce tak i w naszej szkole odbył się ogólnopolski program, patronowany przez Prezydenta RP - Dzień Przedsiębiorczości. Jako zainteresowany działalnością publiczną, polityką i kreatywnością uczeń, sprawdziłam swoje siły na stanowisku burmistrza. Rano pociągiem dojechałam do małego, ale bardzo zadbanego, morskiego miasta Puck. Wędrując z dworca PKP do Urzędu Miasta, od razu w oczy rzuciło się ‘’życie’’ miasta. Wszędzie plakaty, informacje, co i kiedy dzieje się w mieście. Pozornie małe miasto, a całe tętniące życiem i zadbane. Wiedziałam, że znajduję się na właściwym miejscu. Po moim przybyciu, zostałam ciepło przywitana przez burmistrza miasta Puck- Panią Hannę Pruchniewską. Mogłam obejrzeć cały budynek i przejść się każdym korytarzem. Nawet dostąpiłam zaszczytu, żeby przejechać się windą mówiącą po kaszubsku. Pod koniec mojej wizyty zostałam zaprowadzona do działu promocji miasta. Spędziłam tam ostatnie godziny i mogłam pomagać w organizacji nadchodzących wydarzeń i projektowaniu miejskiego biuletynu. Niestety, czas mijał nieubłaganie i musiałam udać się na pociąg. Tego dnia mogłam nauczyć się i przetestować w praktyce moją kreatywność i organizację pracy. Dzień uważam za udany i pożytecznie spędzony.


    Karina Stankowicz

    Dzień Przedsiębiorczości 2016 spędziłam w MDK-u w Człuchowie, ponieważ miałam tego dnia tam występ, będący dla mnie próbą generalną przed OKR w Gdyni. Wystąpiłam dwa razy. Za pierwszym razem przed młodszymi osobami, co szczerze mówiąc, nie było dla mnie najprzyjemniejszym doświadczeniem. Widownia nie była zbyt skupiona, najprawdopodobniej nie pojęła sensu mojego wystąpienia. Inni uczestnicy również odnosili takie wrażenie, występując przed nimi.

    Za drugim razem było już lepiej. Przyszli rówieśnicy, z którymi poczułam większą więź. Jest to dla mnie bardzo ważne, gdyż uwielbiam otrzymywać jakąś reakcję widza. Podbudowuje mnie to wewnętrznie, czuję się bardziej zmotywowana. Nie ma dla mnie nic wspanialszego od kontaktu ze sceną i z publicznością, chciałabym się tym zajmować zawodowo, gdyż jest to zdecydowanie moja największa pasja.


    Malwina Krawiecka

    W tegoroczny Dzień Przedsiębiorczości udałam się do pobliskiego hotelu Aubrecht. Czekając na odpowiedzialną za mnie panią miałam okazję zobaczyć pracę w recepcji, która polega głównie na obsłudze klientów i zajmowaniu się wszystkimi ważnymi dokumentami. Następnie razem z panią rehabilitantką pracującą w wydziale Spa udałam się obejrzeć wszelakie pomieszczenia i sprzęty używane do zabiegów. Po wytłumaczeniu zastosowań każdego z nich przeszłyśmy do służbowego pomieszczenia, gdzie przygotowuje się wszelakie glinki czy olejki potrzebne do pracy. Ten dzień był z pewnością udany, a zapach ziołowych olejków pozostał ze mną jeszcze przez spory czas.


    Dominika Kłudka

    20 kwietnia 2016 roku odbyła się kolejna edycja Dnia Przedsiębiorczości. Tego dnia wybrałam się do Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Człuchowie. Jednak nie przyglądałam się pracy każdego z poszczególnych działów stacji, tylko jednemu konkretnemu. Był to dział oświaty zdrowotnej i promocji zdrowia. Na początku zostałam zapoznana z dokumentami, w których jest określony zakres zadań każdego ze stanowisk, z których należy się wywiązać. Następnie dowiedziałam się o zadaniach, jakie związane są z tym stanowiskiem, mianowicie : prowadzenie prelekcji, pogadanek oraz podsumowywanie realizacji programów promocji zdrowia w szkołach, nauka przez zabawę w przedszkolach i szkołach podstawowych, przygotowywanie materiałów organizacyjnych (ulotki, plakaty), organizowanie akcji mających na celu promocję zdrowia (np. namiot, w którym można było zmierzyć poziom cukru w ramach programu „Pokonaj cukrzycę!”) oraz wiele innych. Każde z takich zadań, akcji musi być odpowiednio udokumentowane. Jak należy to robić, zostałam nauczona i zajęłam się tym przez pewien czas mojej wizyty. Okazało się także, że nawet przy obsłudze dziurkacza można nauczyć się czegoś nowego. Resztę czasu spędziłam przy konstruowaniu krzyżówki, która co miesiąc pojawia się w jednej z człuchowskich gazet oraz w przygotowaniach do zbliżającego się Europejskiego Tygodnia Szczepień. Choć spędziłam tam tylko kilka godzin, dowiedziałam się wielu interesujących rzeczy, zaskoczyła mnie ilość organizowanych akcji promujących zdrowie, na tym stanowisku ciągle coś się dzieje, trzeba być bardzo kreatywnym, komunikatywnym, zorganizowanym i dyspozycyjnym, gdyż czasami trzeba pracować także w soboty i niedziele. Wszystko, czego się dowiadywałam, było dla mnie nowe i interesujące. Jestem bardzo zadowolona z wizyty w tym miejscu i uważam ten dzień za udany.


    Patrycja Ławrów

    Dzień Przedsiębiorczości spędziłam w Państwowym Urzędzie Pracy w Człuchowie.Na początku wykonałam dwa testy: test na przedsiębiorczość oraz test predyspozycji zawodowych. Zapoznałam się ze stanowiskiem doradcy zawodowego, a także z krótkimi filmami, które pokazały, jak należy przygotować sie do rozmowy kwalifikacyjnej oraz jak zachować się w trakcie jej trwania. Spędziłam tam trzy godziny. Był to bardzo ciekawy dzień.


    Marcin Borysiak

    Mój Dzień Przedsiębiorczości spędziłem w Centralnym Ośrodku Informatyki w Warszawie. Dotarłem na miejsce około godziny 8.00, gdzie zostałem bardzo miło przyjęty przez obecny personel. Mój opiekun zaczynał pracę później, bo dopiero o 9:30. Przed jego przybyciem zostałem oprowadzony po działach bezpośrednio współpracujących z działem, do którego byłem przydzielony, czyli działem programistów. Rozmawiając z pracownikami dowiedziałem się sporo o pracy w branży IT. Mój opiekun - Adam Kołaciński okazał się równie pozytywny i sympatyczny, co obecni już wcześniej programiści. Pokazał mi w praktyce, czym zajmuje się COI (Centralny Ośrodek Informatyki) i wytłumaczył podstawy języka programowania Java. Po kilku godzinach, które dla większości zwykłych śmiertelników mogłyby być niezwykle nużące, udaliśmy się na przerwę do restauracji. Po powrocie do budynku zostaliśmy poproszeni do sali spotkań, gdzie dyskutowano o przyszłych działaniach instytucji. Następnie spędziłem godzinę z kolejnym niezwykle miłym programistą, który pokazał mi zarządzanie bazami danych. Dostałem parę gadżetów na pożegnanie i o 15:30 opuściłem biurowiec, byłem więc od początku do końca dnia pracy. Uważam ten dzień za spędzony naprawdę miło i pożytecznie.


    Katarzyna Kiepiela

    Dzień Przedsiębiorczości spędziłam w klinice weterynaryjnej „Centrum” w Bydgoszczy. Wizytę rozpoczęłam o godzinie 8:30. Zostałam naprawdę bardzo miłe przyjęta przez wszystkich pracowników oraz wstępnie oprowadzona. Około godziny 9:00 przyjechał mój główny konsultant i właściciel kliniki dr Parzęcki. Przedstawił mi on szczegółowo pracę lekarza weterynarii, pokazał wszystkie pomieszczenia i sprzęty znajdujące się w klinice. Byłam także świadkiem kilkunastu przyjęć czworonożnych pacjentów i podstawowych zabiegów, takich jak: zdjęcie szwów, pobieranie krwi, zastrzyki, zdjęcia rentgenowskie itp., ale także obserwowałam operację od początku do końca, a więc od uśpienia i intubacji psa, poprzez sam zabieg, aż do jego wybudzenia. W sumie spędziłam tam cztery bardzo interesujące godziny i jestem bardzo zadowolona z wyboru tego miejsca, chociaż trochę żałuję, że nie miałam przyjemności zaobserwowania tego, co dzieje się tam w tzw. godzinach szczytu, a więc wtedy, gdy klinika ma najwięcej pacjentów.


    Aleksandra Kulesza i Klaudia Wielewska

    Wraz z koleżanką spędziłyśmy tegoroczny Dzień Przedsiębiorczości w hodowli psów rasowych „Lwia arka” w Łągu. Należy ona do małżeństwa, które prowadzi hodowlę od 11 lat. Pomysł ten narodził się, gdy jedna z córek postanowiła zostać weterynarzem i w związku z tym postanowiono stworzyć własną hodowlę. Niestety córka weterynarzem jednak nie została, ale pomysł hodowli nie upadł i nadal można tam nabyć piękne rasowe Golden Retrievery i Buldogi Francuskie.

    Dzień ten był dla nas niezwykle pracowity. Po miłym przywitaniu i rozmowie wzięłyśmy się do roboty. Zaczęłyśmy od czesania goldenów, których było cztery. Są to psy niezwykle przyjacielskie i skore do zabawy, a przez to trudno było je zmusić do ciągłego siedzenia. Jednak dałyśmy radę. Następnie przyszło nam posprzątać kojce goldenów i buldogów, co zajęło nam sporo czasu. Nie była to przyjemna sprawa, ale nasza miłość do czworonożnych okazała się silniejsza. Po skończonej pracy mieszkanko naszych przyjaciół było czyste i świeże. Następnie po krótkiej przerwie pojechaliśmy wraz z panią Celiną do weterynarza z dwiema suczkami buldogów, które miały problemy z zajściem w ciążę. Wizyta okazała się dla nas pomyślna, gdyż buldożkom nic nie dolegało. Po powrocie zaczęłyśmy się powoli szykować do powrotu. Na koniec pani Celina uraczyła nas pysznym obiadem i śmiesznymi historyjkami z pierwszych kroków hodowli.

    Ta wizyta dużo nas nauczyła. Rozmowa z panią Celiną jak i panem Bogusławem na temat „życia” hodowli uświadomiła nam, że to wcale nie jest tak proste i kolorowe, jak się wydaje. Jak mówiła pani Celina, czasem jest ciężko i chciałoby się przestać to robić, ale miłość i przywiązanie do psów nie pozwala ich porzucić.

    Powrót | Do góry